
“Antygona w Nowym Jorku” to dramat rozpisany
w dwóch aktach, który miałam właśnie okazję przeczytać w ramach wydanego niedawno zbioru “5 i 1/2″
Janusza Głowackiego.
Sztuka ta opowiada o losach trzech bezdomnych,
a właściwie czterech. Cała akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy. Prolog, epilog słyszymy z ust jeszcze jednego bohatera spektaklu – policjanta. To on mówi: “Bezdomni to tacy sami ludzie jak ja i ty; tylko, że nie mają domów” oraz: “Według ostatnich danych liczba homlesów w Nowym Jorku zwiększa się. I w końcu tego roku na każdych trzystu nowojorczyków przypadać będzie jeden bezdomny. To by znaczyło, że dzisiaj w teatrze jest co najmniej jedna osoba, która niedługo znajdzie się na ulicy. I ta osoba dobrze wie, o kim mówię. Życzę Państwu miłego wieczoru.”
Antygona to bardzo dobra sztuka, ale mogę nie być obiektywna,
przy całej mojej sympatii dla Janusza Głowackiego,
ale zaufajmy p. Janowi Kottowi,
który w 1992 roku uznał ten dramat
za jedną z najważniejszych polskich sztuk
ostatniego dwudziestopięciolecia
(oprócz EMIGRANTÓW Mrożka i DO PIACHU Różewicza).